|
Jedni nad tekstem się trudzą i biedzą Inni nad składaniem nutek sobie siedzą A mnie rozrywa wewnętrzny gniew Gdy coś wstrzymuje mój ukochany śpiew Chciałoby się wzlecieć jak Ikar do słońca Wznosić się w górę i śpiewać bez końca Wyśpiewać wszystko co jest w mej duszy By żarliwym śpiewem i umarłych wzruszyć Trafić do tych co gardzą muzyką Poddać swój śpiew najsroższym krytykom Nie ważna sława, poklask czy jakieś pieniądze Wyśpiewać to co czuję, to są moje żądze. Lecz nie do końca łaskawy jest mi los Za jednym ciosem następny idzie wstrząs Wszystko się wali w gardle grzęźnie głos Przyjmuje na swą klatę kolejny ciężki cios Teraz w kąciku siedzę, łkając od rana Zamiast się wznosić, śmiejąca rozśpiewana Przełykam wszystko co mi los przynosi Nie śmiem nawet Boga o jakąś łaskę prosić Dla niego to drobiazg więc milczy jak głaz A ja bym tak chciała zaśpiewać jeszcze raz Wszystko co mówię, to jak spowiedź brzmi Boże wybacz grzesznej i daj zaśpiewać mi |